poniedziałek, 4 stycznia 2016

Rozdział trzeci.

  Wiedziałam, że Michael będzie chciał na nowo mnie zdobyć, ale nie spodziewałam się, że w taki sposób. A zresztą.. jak można zdobyć kobietę w siedem dni?

No, niektóre można.
Ale nie mnie..
Dlatego Cię zaprosił na skoki. Skorzystasz?
Raczej tak, ale robię to tylko ze względu na wujka, no i też na całą grupę, w końcu dawka motywacji, tym bardziej od kobiety im się przyda.

  Podjęcie decyzji było dla mnie nie lada wyczynem. Długo kłębiłam się z myślami, aczkolwiek nie mogłam odmówić. Mogłam odmówić, tłumacząc się przywiązaniem do miejsca, w którym jestem teraz, ale przecież najbardziej człowiek przywiązany jest do swojej rodziny, a spędzenie kilku dni w miesiącu w rodzinnym domu jest wręcz wybawieniem, poza tym byłoby mi źle na sercu, gdybym to zrobiła Kuttinowi.
Na ostatnim treningu oświadczyłam chłopakom, że mają dodatkowego pasażera. Niezmiernie ucieszyli się na tą wiadomość, co pozytywnie wpłynęło na mój nastrój. Nie spodziewałam się, że tak miło zostanę przyjęta w ich drużynie, bo od teraz stanowiłam część całej kadry! Nie pozostawało mi nic innego, tylko ruszyć do domu i się spakować. 
Dzisiaj był też czas naszego odlotu. Wszyscy chodzili jak na szpilkach, by niczego nie zapomnieć, każdy musiał pilnować swoich rzeczy i wszystko dokładnie spakować. Po moim powrocie z mieszkania, wspólnie z Heinzem jeszcze raz przejrzeliśmy każde pomieszczenie, a gdy wszystko było dopięte na ostatni guzik mogliśmy ruszać. 
Oczywiście tutaj znowu Kraft zaczął nas błagać o to, aby przesunąć lot o kilka godzin, byśmy wszyscy mogli nabrać trochę energii z naturalnych promieni słonecznych. Nie mieliśmy przeciwwskazań, by mu odmówić, w końcu nikt pozytywnie nie reagował na powrót do zimnej Austrii, pozytywem jedynie były niedługo rozpoczynające się zawody.

  Wieczór spędziliśmy na plaży. Heinz wspólnie ze sztabem sportowym wybrali się na piwo, ja natomiast spędziłam ten czas ze skoczkami. Chodziliśmy brzegiem jeszcze ciepłej plaży i pozwalaliśmy, by słona woda obmywała nasze stopy. Było cudownie i błogo. Łza kręciła mi się w oku na myśl, że zobaczę to miejsce dopiero na wakacje, ale przecież nie mogłam zbytnio rozczulać się na ten temat, w końcu przecież tu wrócę!
Byłam bliska uronienia kilku łez, ale akurat w tym momencie Michael złapał mnie od tyłu w talii i uniósł do góry.
- Hayboeck, puść!- To była pierwsza sytuacja, gdy nie byłam na niego rozwścieczona, a śmiałam się jak głupia i w myślach dziękowałam mu, że pozbawił mnie rozlewu łez.
- Zobaczysz, z nami ciągle będzie taka zabawa, Kate!- Krzyknął Stefan, ochlapując nas wodą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz